TAM London
Jakiś czas temu pomyślałem: „Teraz to będę pisać same wspaniałe i długie posty na moim wspaniałym blogu”, i efekt był taki, że praktycznie przestałem pisać. W związku z tym, zamierzam wrócić do pisania, jak kiedyś, krótkich przypadkowych notatek o wszystkim i o niczym.
Bilety na TAM London, europejską edycję The Amaz!ng Meeting, wysprzedały się w przeciągu mniej więcej godziny. Niestety przegapiłem tę godzinę, i plułem sobie w brodę aż do pewnego ranka mniej więcej tydzień temu, kiedy przyszedł e-mail mówiący mniej więcej tyle: „Wiecie co? Chyba jednak jeszcze mamy bilety!” To teraz mówicie? Kiedy wszystko - przelot, hotel - będzie drogie? I wiecie że chcę przyjechać tak czy siak? Trudno, tanio, drogo, jadę. Zorgananizowałem się i pojechałem.
Było świetnie, spotkałem sporo osób które wcześniej poznałem na TAM6, poznałem też trochę nowych. Była też ponoć grupa irlandzkich sceptyków, ale nie udało mi się na nich trafić w tłumie.
James Randi niestety nie mógł przyjechać z powodów zdrowotnych, ale od czego mamy XXI wiek? Wideokonferencja!
Drugiego dnia założyłem dla draki koszulkę z Paracon Dublin '08, czyli konferencji... paranormalnej. Koszulka ma obrazek wesołym duchem. Udało mi się w tej koszulce zapozować do zdjęcia, na którym jest też Phil Plait (blog, twitter), prezes JREF, oraz Simon Singh, laureat nagrody JREF w tym roku.
O tym drugim dotychczas niczego nie pisałem; jest to autor książki Trick or Treatment, w której opisuje kilka metod medycyny alternatywnej. W obecnej chwili został przeciwko niemu wytoczony, przez brytyjskie stowarzyszenie chiropraktyków, proces o zniesławienie. Simon Singh prowadzi kampanię na rzecz odseparowania przepisów dotyczących zniesławienia od debat naukowych, w których krytyka jest nie tylko dopuszczalna, ale wręcz potrzebna.


05 października 2009 o 12:12:00
Na marginesie, Simon jest też autorem genialnej książki wprowadzającej w tajniki kryptografii -- Księgi Szyfrów -- niestety, od dawna niedostępnej w polskim wydaniu.
06 października 2009 o 10:43:09
"Simon Singh prowadzi kampanię na rzecz odseparowania przepisów dotyczących zniesławienia od debat naukowych"
Przecież jeżeli ma naukowe dowody, to może je przedstawić w sądzie. Jest z tym jakiś problem?
06 października 2009 o 11:15:09
Nick, powiedzmy że masz brodawkę na nosie, którą za wszelką cenę chcesz ukryć, a ja w pewnym momencie mówię: Nick ma brodawkę na nosie! Pozywasz mnie do sądu o zniesławienie. Mam naukowe dowody na istnienie brodawki! Ale mimo przegrywam sprawę o zniesławienie...
06 października 2009 o 15:55:16
Jak masz te dowody, to przedstaw. Nadal nie rozumiem problemu. Chyba że brytyjskie prawo cywilne w ogóle jest jakieś pokręcone, ale w takim razie także nie rozumiem, dlaczego robić wyjątki akurat dla zarzutów naukowych, a nie poprawić całości. Zwłaszcza że do wyróżnienia nauki trzeba by jeszcze zdefiniować, co to jest nauka. A obawiam się, że coś w rodzaju tej indukcyjnej definicji matamatyki z Gaussem, tylko przy użyciu Randiego mogłoby byc trudne w użyciu.
06 października 2009 o 18:44:30
@Nick, może tutaj będzie to lepiej wyjaśnione: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6818
07 października 2009 o 11:50:35
Tu jest ten sam postulat który ja stawiam, żeby iść do sądu z naukowymi dowodami.
Ponadto rzeczywiście, jest tu pewna dodatkowa informacja - wiem dokładniej o co była sprawa. No sorry, ale jak się używa słowa znaczącego przede wszystkim "fałszywy" i potem tłumaczy że chodziło o siedmiorzędne znaczenie "nieskuteczny", to z czym do ludzi? Dowody naukowe poproszę, a nie taką popelinę.
Zwłaszcza że na przykład niemożliwośc leczenia niektórych przypadków astmy przez zrobienie porządków z kręgosłupem wcale nie jest taka oczywista.
08 października 2009 o 01:38:51
Nick, czy Ty faktycznie przeczytałeś ten artykuł? Tam stoi napisane tak: „Sędzia nie uznał, że słowo mogło w tym wypadku znaczyć „nieskuteczne", ani nie interesowała go rzeczywista skuteczność lub nieskuteczność kręgarstwa w leczeniu tych chorób.”
Uwaga, powtarzam jeszcze raz: „nie interesowała go [sędziego] rzeczywista skuteczność lub nieskuteczność kręgarstwa”. Simon Singh między innymi właśnie o to walczy, żeby dyskusja dotyczyła kwestii merytorycznych, a nie zniesławienia.
Prawo dotyczące zniesławienia w Wielkiej Brytanii jest straszne. Kiedy komuś zostaje wytoczony proces o zniesławienie, ciężar dowodu zostaje przeniesiony na osobę która zostaje o zniesławienie oskarżona: musi ona udowodnić, że nie jest wielbłądem...
08 października 2009 o 10:21:36
Oczywiście, przecież o tym mówię. Dlaczego miałby uznać albo się zaintresować? Sędzia rozpatrując sprawę miał przed sobą słowo oznaczające plus-minus "oszukańczy". Tłumaczenie pozwanego że miał na myśli jakieś poboczne znaczenie, kiedy mógł po prostu użyć "inefficient" albo wręcz "not working" jest po prostu dziecinne.
Czyli jak się napisze "Ten obmierzły Kowalski w swoich nieudolnych doświadczeniach sfałszował wyniki" to nie wolno Kowalskiemu pozwać za to nikogo do sądu, tak?
Tak działa prawo cywilne w każdym kraju. (Przynajmniej z porównywalnym systemem prawnym). I to jest logiczne, bo samo zniesławienie jest już swego rodzaju oskarżeniem, więc ten, który czuje się zniesławiony ma prawo się bronić. I dlatego "oskarżyciel" - zniesławiający powinien dowieść słuszności swoich oskarżeń. Gdyby było inaczej, to zniesławiony musiałby dowodzić że nie jest wielbłądem.
09 października 2009 o 10:27:07
Troll detection on!
09 października 2009 o 15:25:46
RRRRRROTFL :-> Pierwszy problem z odparciem argumentu i już ucieczka "mamo, troll mnie trolluje". I to racjonalista, chłodno i logicznie myślący :->
15 kwietnia 2010 o 13:35:51
Simon Singh wygrał sprawę w sądzie
Ci którzy interesowali się sprawą wytoczoną Simonowi Singhowi przez brytyjskie stowarzyszenie kręgarzy (BCA), powinni wiedzieć o co chodzi. Simon Singh użył słowa bogus odnośnie „terapii” promowanych przez BCA.
Dziś dotarły[...]