O farmazonów kierdaszeniu

Oprócz mówienia prawdy i kłamania jest jeszcze pieprzenie głupot, czyli, mówiąc bardziej obrazowo, kierdaszenie farmazonów. W pierwszych dwóch prawda jest istotna. Albo staramy się ją wiernie oddać, albo — dbając o to, jaka ta prawda jest — naumyślnie przedstawiamy obraz z nią niezgodny. Trzecia możliwość to zupełnie inny zwierz: sytuacja w której prawda jest nieistotna. Tak po prostu. Farmazony kierdasi się nie zważając na to, czy mówi się prawdę czy nie. Istotne jest tylko osiągnięcie jakiegoś celu.

Niedawno przy lunchu wdałem się w dyskusję z kolegami na temat wiary w wiarę. O koncepcji tej wspomina często Daniel Dennett. Trudno jest odróżnić kogoś kto wierzy od kogoś, kto nie wierzy, albo nie dba o istnienie boga lub bogów, ale uważa że dobrze jest wierzyć i promuje wiarę z tego właśnie powodu.

„O tak! To jest właśnie to co ja uważam!” — krzyknął mój kolega. — „W tym co mówisz jest ukryte założenie, że ludzie rozumują racjonalnie. A nie do każdego trafia rzeczowa argumentacja. Ludzie potrzebują straszaka!”

Chyba już na pierwszy rzut oka widać, jakie to protekcjonalne. Ale zróbmy krok wstecz i spójrzmy na to w ten sposób: jeżeli jedna osoba twierdzi, że kierdaszenie farmazonów jest w porządku, a druga twierdzi że nie, po czyjej stronie spoczywa ciężar dowodu? Czy standardem jest mówienie prawdy, a uzasadnienia wymaga okazjonalny farmazon? Czy może odwrotnie, na porządku dziennym jest pieprzenie głupot we własnym interesie, a uzasadnienia wymaga mówienie prawdy.

Nie jest to dogmat; jeżeli czyjeś życie miałoby od tego zależeć, to nie widzę problemu: dyspensa na kierdaszenie farmazonów udzielona. Ale standardem jest prawdomówność. Osobiście utrzymuję, że kierdaszenie farmazonów nie jest w porządku.

Koledzy się ze mną nie zgodzili. Pierwszym argumentem było to, że „do niektórych ludzi racjonalna argumentacja nie trafia.” Jeżeli dobrze zrozumiałem, to chodziło o to, że skoro do kogoś nie trafia sensowna argumentacja, należy powiedzieć cokolwiek, byle tylko osiągnąć cel.

A kto powiedział, że nasz cel jest sensowny? Może ktoś nie słucha naszych „racjonalnych” argumentów dlatego, że są słabe? Może to my powinniśmy zostać przekonani?

Dalej koledzy przywoływali przykłady takie jak oprych na ulicy albo dziecko które mało rozumie. Więc może doprecyzuję: te przykłady to sytuacje, w których nie ma sensownego dialogu, nie ma rozmowy, i nie ma żadnej argumentacji. Jakakolwiek rozmowa może ewentualnie polegać na wymianie gróźb.

Kiedy trzeba coś ratować, albo kiedy dziecko jest za małe żeby rozumieć, albo kiedy wszyscy są zdenerwowani i emocje biorą górę nad wszystkim innym — wtedy nie ma większego znaczenia czy to co jest mówione jest prawdą, kłamstwem czy farmazonem.

Kierdaszenie farmazonów dotyczy sytuacji, której jest normalny dialog, rozmowa w której jedna strona rozumie, co mówi druga.

Do tych, którzy lubią mnie wyzywać od idealistów: ja nie twierdzę, że to jest zawsze możliwe. Wręcz przeciwnie, uważam że to jest sytuacja bardzo rzadka (i bardzo cenna). W codziennym biegu nie mamy wielu możliwości żeby spokojnie porozmawiać. Ale czasami tę możliwość mamy. I właśnie o tej sytuacji mówię.

Komentarze do notki O farmazonów kierdaszeniu

Dodaj komentarz: